Logo

Logo

14 lipca 2014

Grunwald ? Zapomniałam | Tannenberg ? I forgot

Rekonstruktorom zmieniają się priorytety. Te dotyczące wykonania ciuchów (ręcznie szyte, ręcznie farbowane, ręcznie tkane, ręcznie przędzione...), doboru źródeł a w końcu ulubionych i długo wyczekiwanych wydarzeń około-rekonstruktorskich.
Kiedyś Grunwald był "osią" całego roku. Wszyscy szyli "na Grunwald", spędzali nocne godziny na odhaczaniu kolejnych pozycji z listy "do uszycia" a ostatecznie i tak organizowali szycie w swoich Chorągwiach.

Teraz czasy się trochę zmieniły, dla niektórych oczywiście. Organizuje się wiele imprez ciekawszych, lepszych "jakościowo", a Grunwald stał się bardziej wydarzeniem "towarzyskim". Oś się lekko przesunęła.

Tak też jest w moim przypadku. Oprócz działania w dwóch osobnych epokach, w tym roku przyszło mi zmierzyć się z pracą magisterską. Postawiłam sobie za punkt honoru, żeby zdążyć na obronę 15-go lipca. Na szczęście udało się (i jutro powinnam być już panią magister inżynier), co niestety odbiło się na "przedgrunwaldowym szale". O wielkim "G" w zasadzie zapomniałam.

Przypomniałam sobie w ostatni weekend. Było trochę pracy, bo w tym roku zabierałam młodszą siostrę. 
Na szczęście młoda odkryła w sobie zdolności i uszyła samodzielnie dwie pary nogawic. Ręcznie oczywiście. A oto rezultaty.







06 kwietnia 2014

Odkrycie maszyny | Sewing machine discovery

Odkryłam maszynę do szycia. Odkryłam szycie współczesnych ubrań. Odkryłam tonę zmagazynowanych materiałów w szafie. Będzie nieśredniowiecznie, będzie twórczo, będzie TU - w Szafie Inżyniera.

30 marca 2014

Poduszka z Westfalii | Altar cushion from Westphalia

Rok. Rok i 11 dni. 376 dni.
Tyle czasu minęło od pierwszego wbicia igły. Oczywiście po drodze pojawiło się dużo rzeczy do uszycia, stąd ten rok.

Jeden z najbardziej pracochłonnych i mozolnych projektów, z jakimi przyszło mi się zmierzyć. Osiemnaście medalionów - dziewięć orłów i dziewięć kwiatów. W kółko ten sam wzór. I kolejne wycieczki do pasmanterii po motki muliny. Podliczając koszta samych materiałów, cieszę się że nie zdecydowałam się na jedwab ;)

Poduszka okupiona wieloma skurczami karku, sporą dozą niekoniecznie kulturalnych słów i kilkoma bezsennymi nocami (włączając ostatnią - zostało mi tak mało, że postanowiłam wytrwać do rana).

Konkrety. Jak w przypadku każdego haftu brick-stitch, korzystałam ze schematu. Zamieniłam jednak kolory, by były bliższe kolorystyce tego egzemplarza i użyłam nici (DMC) : 746 (złamana biel), 3053 (zieleń), 347 (czerwień), 3765 (błękit).
Spodnia część poduszki wykonana jest z jedwabiu w żółto-zielone pasy.


15 marca 2014

Lniane sztuczne warkocze | Flax fake braids

Przychodzi kobieta do fryzjera, ścina i farbuje włosy, płaci, wychodzi szczęśliwa... a później przypomina sobie że nowa fryzura nie pozwala jej na wykonanie tych średniowiecznych.
Owszem, można włosy każdego koloru i długości schować w całości pod różnymi rodzajami chust, ale nie zawsze wygląda to dobrze. Poza tym, noszenie długich dopasowanych sukienek wzmaga w nas chęć pokazywania swojej kobiecości - także na głowie.
Z pomocą przychodzą nam sztuczne - naturalne włosy. Sztuczne, bo nie nasze. Naturalne, bo lniane. 
Podobne zastosowanie widziałam na rzeźbach w Galerii Sztuki Średniowiecznej w Muzeum Narodowym

Pakuły lniane (dostępne w każdym sklepie gospodarczym, markecie budowlanych etc.) zafarbowałam korą kruszyny. Po wyschnięciu wydzieliłam odpowiednio grubą część i zaplotłam w warkocze. Odcięłam pasującą długość i przyszyłam do lnianej opaski. Są co prawda trochę jaśniejsze od moich naturalnych włosów, ale mogę się do takiego miodowego kolory przyzwyczaić ;)

Muszę przyznać, że leżące na biurku kudły lnianych włosów były trochę przerażające...




12 lutego 2014

Farbowanie naturalne - kora kruszyny | Natural dyeing - alder buckthorn bark (Rhamnus frangula)

Brak dostępu do świeżych substancji barwiących (owoce, liście) nie jest usprawiedliwieniem aby nie zajmować się farbowaniem. Pierwszy raz w mojej króciutkiej karierze posłużyłam się przepisem z "Farbowania barwnikami naturalnymi" W.Tuszyńskiej (#18). No i nareszcie ma to ręce i nogi. Bez zgadywania proporcji, dosypywania 'na oko' i denerwowania się z powodu małej intensywności kolorów.
Nie obyło się bez długiego wykładu, systematyzującego i układającego moją wiedzę (i dodającego sporo nowych wiadomości) - dzięki panie Tomaszu (ciesz się! gloria, chwała i sława po takim wspomnieniu).

Człowiek uczy się na błędach. Wyciągając wnioski z poprzednich 'farbowań' (cudzysłów jest mocno celowy), tym razem korę wrzuciłam do pończochowych podkolanówek (co samo w sobie, szczególnie po gotowaniu wygląda obrzydliwie, ale jest skuteczne).

W Tuszyńskiej (#42) jest również modyfikacja przepisu, dająca w efekcie kolor czerwony. Jednak moczenie wełny w (żrącym) ługu potasowym mnie zniechęciło i przestraszyło. Znam swoje szczęście do wylewania płynów lub zapominania rękawiczek...

210g wełny
420g kory kruszyny
30g ałunu (waga nie chciała się wytarować, dlatego na zdjęciu jest 38g)
7,5l wody

Jeden z dwóch motków wełny, uprzednio rozplątany dla równomiernego rozłożenia koloru

Mam nadzieję, że nie pojawi się u mnie brygada antynarkotykowa. To tylko ałun.




Porównanie z wełną naturalną

11 stycznia 2014

Nie samym średniowieczem człowiek żyje | Life is not only about middle ages

Impreza sylwestrowa, już tradycyjnie, była przebierana. Pomysł pojawił się już w lecie i brzmiał 'Disney'. Mogliśmy, nie patrząc na wiek, przeobrazić się na jeden wieczór w ulubionych bohaterów z dzieciństwa :)
Osobiście nie zastanawiałam się długo. Pomyślałam o Królewnie Śnieżce i zostałam przy wyborze. Wszystkie elementy stroju skompletowałam wcześniej, ale najtrudniejszy element - bluzkę z bufkami i stojącym kołnierzem zostawiłam na ostatni moment. Trochę "jak zwykle" :P













Efekt końcowy :D

04 stycznia 2014

Zimowa wyprawa bez śniegu | Winter journey without snow

Z siłą noworocznych postanowień zebraliśmy grupkę (3-osobową) chętnych i odważnych wędrowców. Wybraliśmy znaną (i nie bardzo odległą) Jurę krakowsko-częstochowską, a za punkt startowy - zamek Bąkowiec. Wraz z każdą wyprawą weryfikujemy ilość zabieranych rzeczy, ich przydatność i faktyczną użyteczność ciuchów.
Na naszej półtoradniowej trasie znalazły się : Góra Zborów, zamek Bobolice, zamek Mirów, strażnica w Łutowcu. Miejsce na nocleg znaleźliśmy w lasku zaraz za Mirowem. Noc uraczyła nas przepięknym rozgwieżdżonym niebem i lekkim przymrozkiem (który objawił się na przykład na zamarzniętej krawędzi uprzednio ubłoconej sukni), ale utrzymane do rana palące się ognisko ochroniło nas przed zamianą w kostki lodu ;)





zdj.Konrad Chęciński
Blog Designed by The Single Momoirs