Logo

Logo

10 sierpnia 2012

Farbowanie naturalne - kora dębu | Natural dyeing - oak tree bark (Quercus robur L.)

Naturalną koleją rzeczy dla (prawie) każdego rekonstruktora jest zabawa z naturalnym farbowaniem. Cudowne to pewnie uczucie, mieć na sobie sukienkę ze stuprocentowej, samodzielnie farbowanej wełny (w ogóle najlepiej ręcznie tkanej.... ale kto z nas jest milionerem).
Postanowiłam sprawdzić powyższy mit :D
Na pierwszy ogień poszło farbowanie zielonymi łupinami orzecha włoskiego. Na samym początku okazało się, że drzewa na mym ogródku w tym roku postanowiły zastrajkować i nie wydać prawie żadnych owoców. Z tego, co udało mi się znaleźć, wyszedł wywar o buro-beznadziejnym kolorze któremu nie udało się zafarbować ani kawałka tkaniny próbnej. Dlatego też nawet nie ryzykowałam farbowania w tej brei.
Drugim pomysłem była kora dębu - dostępna w każdej aptece w postaci pokruszonych kawałków. Od przyjaciółki udało mi się pożyczyć wielką balię i stary garnek (zdecydowanie muszę zainwestować w większy gabaryt). W garnku gotowałam wywar i przelewałam go do balii. Kąpiel zajęła kilka godzin. Kolor miodowo-karmelowy (zapewne jego mała intensywność spowodowana jest za małą ilością użytej kory, ale to wniosek na następny raz i na większy garnek), mi osobiście się podoba. Materiał aktualnie się suszy :)

Do obierania orzechów włoskich polecam rękawiczki :P


Wywar z kory dębu



Trzeba było pilnować żeby materiał nie wypływał ponad lustro wody

Zmiana kolorów - jest :)

Wyjmowanie materiału było nie lada wyzwaniem (ciężkie!)

24 maja 2012

W czasie przygotowywań do Bitwy Narodów powstała młodsza siostra jednej z wcześniejszych sakiewek.
Dobrze znany wzór nie sprawiał problemów... praca nad nim była nawet przyjemna :)







09 maja 2012

Zdemaskowana

Maraton wyjazdowy - Bitwa Narodów w Warszawie i turniej w Iłży (mój pierwszy :D ).
Było ciepło, gorąco, upalnie i burzowo. Masa ludzi, ogrom znajomych, trochę pracy i toona relaksu :)




25 lutego 2012

Nowa chusta

W związku z rozwijaniem swojej wiedzy i stroju z drugiej połowy XV wieku postanowiłam pokombinować coś z nakryciem głowy. Im dalej w czasie, tym chusty zaczynają być bardziej fikuśnie i ciekawie zawiązane/ułożone - co mi osobiście bardzo odpowiada.
Zajęłam się więc chustą hmm.. w kształcie talerza satelitarnego ;) Ja przynajmniej nie znam żadnej konkretnej nazwy, a wkładając ją właśnie tak się czuję. Co nie oznacza, że mi się nie podoba - wręcz przeciwnie.

Konstrukcja... chyba nie najtrudniejsza. Najpierw zwykła chusta, żeby ujarzmić włosy i mieć do czego przypinać następne części (można jeszcze użyć opaski). Później wałek (w moim przypadku wypchany lnianymi ścinkami) zawiązywany na potylicy (w celu dopasowania). Na koniec podłużna, prostokątna chusta (proces jej upinania już nie jest taki ekstra banalny). Do tego 3-4 szpilki i gotowe :)






22 lutego 2012

Naalbinding po raz pierwszy | Naalbinding part 1

Podejść do igły miałam kilka. Najpierw liczyłam na tutoriale pisane, później na filmowe. Koniec końców okazało się, że niezbędna (i najlepsza) okazała się pomoc wprawnego naalbindingera (innego słowa nie byłam w stanie wymyślić :P).
Anyway - powstała rękawiczka. Dwukolorowa, z powodu nagłego braku białej wełny. Oslo stitchem.

I chyba tyle na ten temat. Teraz mogę śmiało stwierdzić, że polecam dziubanie igłą - szybkie i przyjemne.



Dla wszystkich tych, którzy jednak chcą próbować z internetowymi poradnikami - najlepsze (według mnie) tutoriale na YouTube.




Praktycznie za chwilkę wracam wielkimi krokami po długiej nieobecności. Odłożyłam trochę na bok wszelkie szycie i inne dziubanie igłą, choć nie byłam bezczynna (nauczyłam się robić na drutach i opanowałam początki naalbindingu).

Mój sezon wyjazdowy praktycznie się zaczął, także nowe moce przerobowe nadchodzą !

21 sierpnia 2011

A tymczasem...

Po takiej ilości szycia naprawdę trudno zabrać się z powrotem za wyszywanie.
W planach jednak mam zakup nici (DMC 746, 827, 842 i 3045) i kolejną brick-stitchową sakiewkę.

Na jutrzejszą natomiast podróż pociągiem odświeżę sobie zabawę w fingerloopa. Instrukcje można znależć tutu (osobiście wolę drugą stronkę).
Dodatkowo polecam filmik instruktażowy o lucecie. Będzie idealny dla opornych na instrukcje obrazkowe (m.in dla mnie). Po dojściu do wprawy można pleść sznurek siedząc, leżąc, oglądając film, słuchając nudnego wykładu bądź idąc na przystanek.

Na ponad miesiąc przed wyjazdem na Czersk (z Rotą Pana Kacpra) odkryłam problem konstrukcyjny brązowej, późnopiętnastkowej sukienki. Nie potrafię odpowiednio wyciąć i dopasować paska materiału, który ma podtrzymywać zapinki przy dekolcie (na stronce Bettiny Schreier widać go dość dobrze : 123). Niby dopasowywałam go przed przyszyciem, ale jakoś dziwnie odstaje i nie chce przylegać...
Załamki jeszcze nie ma, bo do imprezy zostało trochę czasu, ale boję się że praktyki w szpitalu doszczętnie mnie wykończą i zabraknie sił na szycie.

Niee.... niemożliwe.
Blog Designed by The Single Momoirs