Logo

Logo

FBPinterest

31 lipca 2014

Liście dzikiego bzu | Eldelberry leaves

Nadchodzi taki moment, gdy duma człowieka roznosi. Gdy uśmiech jest szerszy niż możliwości szczęki i ust. Gdy zaskoczenie miesza się z zadowoleniem.
Taki dzień nadszedł właśnie dziś.

Zainspirowana wieloma rozmowami o zbyt burej i monotonnej kolorystyce wśród "rekonstruktorów biedy" postanowiłam wyprodukować w tym sezonie maksymalnie dużo nie-cebulowych tkanin.
Póki nie znalazłam prostego dojścia do marzanny, póki nie zebrałam się żeby poszukać rdestu na polach, póki nie dojrzały owoce dzikiego bzu... no właśnie... dziki bez. Konkretnie jego liście.

Podczas niedawnego HVO (Honor Vincit Omnia, organizowany przez Projekt XIV) ktoś pochwalił mi się oliwkowo-zielonymi nogawicami. Farbowanymi właśnie liśćmi dzikiego bzu.
Nie trzeba mnie było długo namawiać. Metr niefarbowanej wełny leżał sobie cierpliwie w pokoju, czekając na swoją kolej.

W drodze pomiędzy Opolem a moją wsią rośnie wiele krzaków dzikiego bzu. Nie udało mi się znaleźć przepisu, więc zastosowałam stosunek wagowy 1:1 (na 700g wełny, 700g liści). Efekt jest powalający :D

Przepis (pewnie nie jedyny słuszny, ale taki zastosowałam) :
- zebrane liście umieścić w garnku
- zalać wodą (na 700g wełny - około 20l wody, zgodnie ze stosunkiem 30l/1kg)
- wywar gotować do momentu uzyskania khaki-brązowego koloru
- ostudzić
- wełnę (uprzednio namoczoną w wodzie) umieścić w wywarze
- doprowadzić do wrzenia
- wsypać łyżkę ałunu
- gotować przez ~10minut
- zostawić do wystudzenia








Zabawa z balansem bieli, przesłoną, iso... Zdecydowanie nie znam się na fotografii, ale umiem kombinować.

5 komentarze:

  1. Hej :) Nominowałam Cię do Liebster Blog, będzie mi miło jak odpowiesz na moje pytania -> http://jacquelineeblog.blogspot.com/2014/08/liebster-blog.html

    OdpowiedzUsuń
  2. No to moja zieleninka stygnie:)
    Rano sobie ją wyciagnę z gara i powieszę nad brodzikiem. Włóczkę już wyciągnęłam wcześniej, śliczny groszek pastelowy wyszedł :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Wyszło takie cytrynowo-zielone, ładniutkie, ale jaśniejsze, niż twoje, bardziej w stronę żółtego. Może te liście teraz już nie mają takiej zieleni intensywnej, są bledsze, to i zafarbowały jaśniej?
    A beżowa (nieudane farbowanie suszonymi owocami) wyszła jasnooliwkowa. Też ładnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. A!
    Zapomniałam dodać, że szmatka lniana zafarbowała całkiem równo i tylko trochę słabiej, niż wełna - dostałam kolorek, który miałam na podszewce od jednej kiecy i który został gdzieś tam skrytykowany jako niemożliwy.... że len taki ładny być nie może ;)

    OdpowiedzUsuń

Blog Designed by The Single Momoirs